Archiwa tagu: szymanowski

Kanalie, koniaki i Karol we Lwowie

Grudniową porą, kiedy tylko przez kilka godzin blade zimowe światło sączyło się przez zawieszone nad Lwowem chmury, Karol Szymanowski zaczął pisać list do swojego serdecznego przyjaciela, Grzegorza Fitelberga. Swój zaspany, kiepski nastrój ubrał w takie oto słowa:

 „Karol Szymanowski do Grzegorza Fitelberga w Rajczy

 Lwów 28 XII [1911]

 Mój Ficiu najdroższy.

 Tak się strasznie rozleniwiłem, że się zdobyć nie mogłem nawet na parę słów. Nic nie robię tylko śpię po 10 godzin na dobę i wypoczywam. Z moim okiem już zupełnie dobrze, ale dobrze zrobiłem, zajeżdżając do Krakowa, było to bowiem bardzo silne zapalenie oka, które mi ten okulista od razu czymś bardzo stanowczym zatrzymał i przepisał dość nudną kurację na tydzień, którą dotychczas muszę odrabiać. Oprócz tego zbadał sumiennie moje oczy, uspokoił mnie co do różnych obaw i kazał jak najmniej palić i pić, zwłaszcza koniaki i wódkę, gdyż te rzeczy działają specyficznie źle na nerwy oczne i mogą spowodować nawet poważniejsze choroby. (Avis au lecteur! Ficiu co do koniaczków!) Widziałem w Krakowie Jachimeckiego, jak zwykle bardzo czułego; będzie na pewno w Wiedniu na koncercie, co jest nawiasem mówiąc bardzo dobrze. Stąd też wybiera się pewien młody muzyczek (nie wiem jak się nazywa), trzeba go będzie nakręcić, by też jakich bzdurów nie wypisywał. Wyobraź sobie, że ten kanalia Łukaszkiewicz powypisywał jakieś draństwa aż do „Dziennika Kijowskiego” i namartwił tym moją biedną rodzinę! Niewiadomski coś w 6 tygodni po wiedeńskim koncercie duży felieton, (który Ci przyślę, o ile znajdę). Jest tam zresztą z największym szacunkiem dla Ciebie, jako dla artysty, ale pełno złośliwych intencji, w tym znaczeniu, że nie warto wcale zapoznawać Niemców z polską muzyką, skoro się nie poznali na takim arcydziele jak Symf. Paderewskiego. W nawiasie złośliwy frazes: „mam już i o Szymanowskim recenzję z Berlina”. Zresztą j***ł ich wszystkich pies, właściwie nie warto się nad tym zastanawiać. Lwów to takie okropieństwo jako miasto, że wprost trudno to sobie wystawić. Ja prawie wcale z domu nie wychodzę (mieszkam u mojej Siostry, nie w hotelu, Kraszewskiego 5). Akompaniuję dużo i uczę ją nowych pieśni moich. Widuję ich tylko kilku ich najbliższych znajomych – między innymi Skrzydlewskiego – którego głównie lubię za jego nieskazitelną porządność. Nie masz pojęcia, jakbym się strasznie cieszył, byś choć na parę dni przyjechał, ale boję się Cię wprost namawiać – bo frajda rzeczywiście żadna.

Artura jeszcze nie ma; ogłoszony jest już wszędzie i prawdopodobnie będzie zupełnie ausverkauft; strasznie go tu lubią i cieszą się na jego koncert. Mojej rodziny dotychczas nie ma, ale nie bój się, stanowczo 4 lub 5 stąd wyjadę. Jeżeli byś stanowczo nie mógł przyjechać, to napisz do mnie obszernie, strasznie mi Ciebie brakuje! Czy dobrze Ci w Rajczy? Jaki jest Władzio? Ciekaw jestem rezultatów Twego pobytu.

Różyckiego chwała Bogu nie ma – jest w Warszawie, gdzie daje 2 stycznia koncert złożony z 5 poematów symfonicznych i massy [świecowych?] i fortepian. Miły koncert! Kończę już, bo dali obiad. Czekam listu i ściskam, jak kocham. Szopski świnia ani słówka nie napisał. Powiedz księstwu parę miłych słów ode mnie i złóż noworoczne życzenia. Adio.

Twój Karol”

Cyt. za: Karol Szymanowski, Korespondencja. Pełna edycja zachowanych listów od i do kompozytora. Tom 1. 1903-1919, Kraków 2007

Opracowanie: Lidia Grzybowska


Outsider z wyboru

Rozmowa z Teresą Chylińską, muzykologiem, znawczynią twórczości Karola Szymanowskiego, redaktorem naukowym Dzieł i wydawcą pełnej korespondencji i pism literackich kompozytora.

- Zajmuje się Pani postacią i dorobkiem Karola Szymanowskiego już ponad 50 lat. Co było dla Pani pierwszym impulsem, który wpłynął na zainteresowanie się tym tematem?

- Pierwszy impuls wynikał z bardzo prozaicznych powodów – Polskie Wydawnictwo Muzyczne (jedyna muzyczna oficyna istniejąca w powojennej Polsce) skonstatowało, że nie posiadamy niemal niczego na temat czterech „Klasyków Polskich”, a więc Chopina, Moniuszki, Karłowicza i Szymanowskiego. Brakowało zarówno partytur, jak i wydanej korespondencji, albumów… jednym słowem wszystkiego, co tworzy świadectwo życia i twórczości kompozytora. Mnie w udziale przypadł klasyk – Szymanowski, z którego muzyką – silnie do mnie przemawiającą – oczywiście wcześniej już miałam kontakt. Pierwszym moim zadaniem było przygotowanie albumu ikonograficznego. Praca nad nim umożliwiła mi bliższe zapoznanie się z biografią kompozytora, natrafiłam wówczas na listy Szymanowskiego (z których wiele przed zniszczeniem w powstaniu warszawskim uratował nieodżałowanej pamięci muzykolog Stanisław Golachowski), za sprawą których mogłam zbliżyć się do osobowości twórcy. Wydawanie korespondencji i pism muzycznych rozpoczęłam od przygotowania do publikacji niewielkich objętościowo tomików (Z listów, Z pism), mających za zadanie wstępnie zapoznać Czytelnika z „pisarskim” dorobkiem Karola Szymanowskiego. Potem zaczęła się systematyczna, detaliczna praca nad edytorską koncepcją źródłowego wydania Dzieł wszystkich kompozytora. Nawiązaliśmy kontakt z pierwszym wydawcą dzieł Szymanowskiego – Universal Edition w Wiedniu, który posiadał większość rękopisów muzycznych kompozytora. Uzyskanie zezwolenia od polskich władz na kooperację z austriackim wydawnictwem kosztowało Polskie Wydawnictwo Muzyczne niemało wysiłku i pracy, nierzadko o charakterze dyplomatyczno-politycznym, wreszcie po kilku latach starań i negocjacji udało się zawrzeć międzynarodową umowę na współwydanie Dzieł wszystkich Szymanowskiego. Na mocy tego porozumienia ustalono, że polska wersja (ze wstępami i komentarzami w języku polskim) obejmie 26 tomów, zaś równolegle będzie się ukazywać wersja tzw. koedycyjna – niemiecko-angielska. Ta rozpoczęta w 1965 roku praca trwa do dzisiaj – do sfinalizowania przedsięwzięcia brakuje dwóch tomów, zawierających partytury opery Hagith oraz II Symfonii. Wraz z Polskim Wydawnictwem Muzycznym liczymy na to, że uda nam się zakończyć wydawanie Dzieł wszystkich do 2013
roku – na stulecie powstania Hagith. Odrębne pole mojej edytorskiej działalności stanowiła praca – z dumą muszę przyznać, że już zakończona – nad publikacją pełnej korespondencji kompozytora. Obecnie dysponujemy 4 tomami (na które składa się 15 woluminów) wydanymi przez Polskie Wydawnictwo Muzyczne (2 pierwsze tomy) i Musica Iagiellonica (2 kolejne tomy). Zważywszy, że praca nad pełnym, krytycznym wydaniem np. korespondencji Fryderyka Chopina nie została jeszcze zakończona, dokonanie tego w odniesieniu do Karola Szymanowskiego uważam za wielkie osiągnięcie.

- Jaki jest Pani stosunek do upowszechniania muzyki Szymanowskiego? Czy jego twórczość ma szansę dotrzeć do szerokiego grona odbiorców?

- Nie sądzę, aby istniała konieczność upowszechniania twórczości Szymanowskiego. W życiu obowiązuje zasada różnorodności – każdy ma prawo wybrać to, co jest mu bliższe pod względem estetyki, co odpowiada jego wrażliwości. „Bufet kulturalny” jest ogromny, nie wszyscy muszą lubić to samo. Czym innym jest wiedza o artyście i jego dziele, o jego miejscu w kulturze muzycznej – taką wiedzę szerzyć należy, i to tak długo, aż się zadomowi na stałe w naszej świadomości. Muzyka Szymanowskiego jest trudna, wysublimowana i w pewnym sensie elitarna, chyba „pod strzechy” się nie nadaje. Od Króla Rogera np. zawsze będzie odgradzał mur konieczności pewnego intelektualnego wysiłku, bez którego nie sposób uchwycić teatralnego sekretu tej partytury. Odbiorca muzyki Szymanowskiego musi się zmierzyć z zaskakująco osobistym, oryginalnym charakterem wyobraźni twórcy, jakby „niepodobnej” do wszystkiego, co mu jest znane, a nade wszystko z intensywnością i żarliwością wyrazu w niej zawartego. Ci wszakże, którzy „zarezonują”, do których ta muzyka przemówi – już się z fascynacji nią nigdy nie wyzwolą. Apelowałabym zatem, aby raz na zawsze skończyć z pytaniem o „popularność” Szymanowskiego. Jego muzyka na stałe weszła do światowego repertuaru, jest wykonywana i nagrywana przez najlepszych artystów, funkcjonuje w światowym obiegu kulturalnym. Także osobowość twórcy, jego biografia wzbudza zainteresowanie. Niedawno np. telewizja holenderska, pod wpływem zachwytu, jaki wywołało wykonanie w Amsterdamie Stabat Mater, zarejestrowała nie tylko sam koncert, ale nakręciła krótki „esej biograficzny” o Karolu Szymanowskim (fatygując się w tym celu do Krakowa i Zakopanego…). Pro domo sua natomiast, z przykrością zauważam, że po 2007 roku (tzw. Roku Szymanowskiego), kiedy to twórczość kompozytora eksploatowano na wiele rozmaitych „jubileuszowych” sposobów, jego utwory pojawiają się w programach polskich koncertów nadzwyczaj rzadko. Czyżby takie „akcyjne” upowszechnianie, popularyzowanie tej muzyki przyniosło odwrotny skutek?

- Jakie są Pani oczekiwania wobec potomnych badających spuściznę Karola Szymanowskiego?

- Przyszłym badaczom i autorom nowych opracowań życzę, aby – mając obecnie do dyspozycji wszystkie źródła – starali się poprzez nie dostrzec niezwykłą osobowość wielkiego artysty, jakim był Szymanowski. Artysty podążającego własnymi drogami, nigdy „w nogę” z modami epoki, odważnego outsidera z wyboru. Ważne byłoby zbadanie muzycznego dorobku kompozytora na tle europejskich osiągnięć tamtych czasów, ale nie w kontekście podobieństw, lecz z położeniem akcentu na różnice, odrębności. Tylko na tej drodze można odnaleźć – jeśli w ogóle – sekret oryginalności i indywidualności Szymanowskiego.

Rozmawiała: Anna Al-Araj

www.polskamuza.eu


Pełny tekst wywiadu dostępny na stronie www.pwm.com.pl


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.