Mamy październik 2011 roku i zbliżają się wybory do parlamentu polskiego. Nie odbiegając od tego tematu za daleko - cofnijmy się jednak znacznie w czasie - do stycznia 1957 roku.
Pierwsze ważne pytanie.
Kto wpadł na pomysł by wysunąć kandydaturę Stefana Kisielewskiego (publicysty, krytyka muzycznego i kompozytora) w wyborach do sejmu?
Władysław Bieńkowski przywiózł od Gomułki wiadomość, że w nowym sejmie będzie miejsce także dla posłów katolickich, a Antoni Gołubiew wpadł na pomysł: Zróbmy Kisiela posłem, to będzie śmieszne. ¹
Ten wątek przytacza również w swojej książce M. Gąsiorowska. Oto co pisze:
W styczniu 1957 roku, Stefan Kisielewski kandydował do Sejmu PRL z listy wrocławskiej. Został członkiem koła poselskiego „Znak”. Włączenie się do PRL – owskiego Sejmu (w roli „listka figowego” reżimu, jak się niedługo miało okazać), nie przez wszystkich przyjęte zostało z aprobatą.
W „Tygodniku Powszechnym” na przykład ktoś podsumował stanowisko Kisielewskiego i Stanisława Stommy wierszykiem:
Stomma z Kisielewskim piszą memoriały,
Smrodu z tego dużo, a pożytek mały.
Ciśnie się na usta pytanie: co prześmiewca wszystkiego „co czerwone” – jak można swobodnie nazwać Kisielewskiego – robił w komunistycznym Sejmie? Co skłoniło go do przejścia od postawy „NIE” do „TAK”.
Stefan Kisielewski stwierdził, że skoro wraca Gomułka, prasa pisze co chce, a sowieccy doradcy na czele z Rokossowskim odchodzą, to należy wrócić z „wewnętrznej” emigracji. Uwierzył, że żyje w innym, odmienionym kraju.
(…) Kisiel zajął postawę „neopozytywistyczną” i próbował lisim sprytem załatwić, co było możliwe. Pracował w Komisji Kultury i … w Komisji Planu, Budżetu i Finansów.
To, że był członkiem pierwszej z nich traktowano jako rzecz oczywistą. Udział w drugiej – sam zainteresowany oceniał jako nowe, ale efektywne pole swojego działania.
Kisielewski jak się okazuje był rekordzistą w liczbie zgłaszanych interpelacji, choć żadnej nie udało się odczytać podczas obrad plenarnych.
A próśb o interwencje było coraz więcej. Środowisko muzyczne próbowało za pośrednictwem „pana posła” zorientować się w możliwościach podejmowania różnych przedsięwzięć artystycznych. Udało się Kisielowi także pomóc wielu przesiedleńcom z ZSRR w adaptacji do nowych warunków.
Przesiedleńcy z ZSRR wracali całymi rodzinami i nieraz okazywało się na miejscu, że nie ma przygotowanych dla nich warunków bytu. Kisielewski wykorzystywał znajomość z ówczesnym prezydentem Wrocławia, Bolesławem Iwaszkiewiczem (znajomy rodziców Kisielewskiego) by załatwiać dla nich mieszkania. Jego interwencje pojawiały się, gdy władza odmawiała zgody na budowę kościołów, czy planowała konfiskatę zakonnego majątku.
Podsumowując krytycznie swoje 8-letnie „posłowanie”, Kisielewski przytaczał słowa Wincentego Witosa, który o swojej pracy w parlamencie austro-węgierskim mówił:
robić to nic tam nie robiłem, ale com się nauczył, tom się nauczył.
A czy było śmiesznie podczas tych ośmiu lat trwania „mariażu polityki i muzyki”?
Wystąpienia posła Stefana Kisielewskiego wywoływały najpierw śmiech, a zaraz potem wielkie oburzenie. W swoje przemówienia z mównicy sejmowej wplatał anegdoty o podtekście politycznym, czy też wręcz antysocjalistyczne treści. Miał zwyczaj „męczyć” ministra finansów pytaniami o różne niepospolite rozwiązania i pomysły.
Krótko mówiąc nie był szablonowym posłem – marionetką służącą do głosowania.
Z całą pewnością sala sejmowa wyglądała inaczej z nim niż – bez niego.
Opracowała: Renata Olchawa
¹M. Urbanek, Kisiel, Wrocław 1997, s 90
Pozostałe cytowane fragmenty pochodzą z książki Małgorzaty Gąsiorowskiej, Kisielewski, PWM 2011, ss 134-135.


