Archiwa tagu: saksofon

Dla Elizy – Damy saksofonu

Dla Elizy komponowali różni kompozytorzy. Doliczono się ich  szesnastu. Byli wśród nich bardziej i mniej znani. To zaś co ich łączyło opierało się na 2 faktach:
1. komponowali na stosunkowo nowy instrument, który nie osiągnął jeszcze popularności;
2. adresatka – Eliza Hall.

Eliza Hall (1853 – 1924) była bogatą amerykańską damą, która z zalecenia lekarza (jak chce anegdota) zajęła się czynnie muzyką. Gra na wybranym dowolnie instrumencie miała być terapią na pogarszający się słuch lub jak chcą inni – na skołatane nerwy. To co jest bezsporne to fakt, że w wieku 47 lat Eliza Hall zdecydowała się na romans  z saksofonem, a uczucie to nie gasło aż do jej śmierci w 1924 roku, czyli przez ponad 20 lat!

Repertuar, Eliza Hall kompletowała sobie składając prywatne zamówienia – w ilościach hurtowych – u współczesnych francuskich kompozytorów. Z bardziej znanych przeciętnemu odbiorcy muzyki kompozytorów warto wymienić Claude Debussy i jego „Rhapsodie” z 1903 roku.

To właśnie on nadał  Elizie Hall miano „Saxophone  Lady”- Damy Saksofonu.

Dzięki jej prywatnemu mecenatowi powstała kolekcja 22 klasycznych utworów z udziałem saksofonu.

Można powiedzieć, że Eliza Hall wzięła w opiekę saksofon – instrument nowy o nie do końca jeszcze rozpoznanych możliwościach. Była mecenasem, ale i czynnym propagatorem gry na saksofonie grając z Boston Orchestral Club przez 20 lat – od 1900 do 1920 roku.

Nasza ekscentryczna arystokratka nie była pierwszą orędowniczką gry na tym instrumencie.

Jak zauważa w swojej książce Jacek Deląg oryginalnym elementem amerykańskiej listy pionierów saksofonu jest obecność na niej kobiet. Przed naszą tytułową „Damą saksofonu” były:

„- Louise Linden, bratanica Johanna Gottlieba Friedricha Lindena, uchodzącego za „pierwszego, który zagrał na saksofonie w Ameryce”, a miało się to dziać w Maine już w r. 1860. Natomiast jego bratanica wzbudziła sensację jako pierwsza w Ameryce kobieta – saksofonistka w r. 1878. Kolejne saksofonistki pojawiały się na amerykańskich estradach mniej więcej co dziesięć lat.

- Bessie Mecklem, studentka E.A. Lefebre’a rozpoczęła karierę w r. 1890, występując razem z ojcem – harfistą Henrym Clayem Mecklemem. Nagrała też ponoć aż 12 cylindrów Edisona ze swoją muzyką, niestety wszystkie zaginęły”¹.

Eliza Hall zasługuje jednak na uwagę, gdyż była tą, której udało się zająć poczesne miejsce wśród zasłużonych dla rozwoju muzyki saksofonowej – nie tyle może jako wykonawczyni, co jako sponsorce utworów na saksofon.

Można zaryzykować stwierdzenie, że wybrane utwory z kolekcji Elizy Hall są wciąż obecne. W ostatnim czasie płytę pt.: „Saxophone for a Lady” nagrał Claude Delangle z żoną Odile , a w 2006 roku – saksofonista Arno Bornkamp pt.: „Boston – Paris. The Elisa Hall Collection”².

A na koniec pytanie: czy terapia grą na instrumencie okazała się skuteczna dla Elizy Hall przy jej perypetiach zdrowotnych?

Odpowiedź znajdziemy w książce Jacka Deląga, My saksofon.

Na podstawie: Jacek Deląg, My saksofon, PWM, 2011 opracowała Renata Olchawa

¹ J. Deląg, My saksofon, s.52

² przypis od autorki opracowania



Jacek Delong – My, saksofon

Saksofon, to instrument, bez którego ciężko wyobrazić sobie współczesną muzykę, szczególnie jazz. O tym, skąd się wziął i jaką drogę pokonał, żeby zająć tak ważne miejsce w naszej świadomości, pisze w swojej najnowszej książce, My, saksofon Jacek Delong. Książka ukaże się jesienią tego roku, a fragment już teraz:

Uzdolniony muzycznie i technicznie syn belgijskiego rzemieślnika w warsztacie ojca „obgrywał” instrumenty i uczył się ich budowania. Ojciec, Karol Józef Sax, wkrótce po urodzeniu najstarszego syna Antoniego Józefa, zwanego Adolfem, przeniósł się z prowincjonalnego Dinant do Brukseli, gdzie mógł otworzyć warsztat z lepszymi widokami na zlecenia i posłać dzieci do szkół. Wkrótce zyskał renomę jako racjonalizator i budowniczy instrumentów, nie tylko dętych, choć to one przyniosły mu europejską sławę. Adolf terminował w warsztacie ojca i uczęszczał do szkoły muzycznej – dzięki takiej dwutorowej edukacji, mógł w niedalekiej przyszłości zostać konstruktorem i jednocześnie jednym z najlepszych wirtuozów na zbudowanych przez siebie instrumentach. A było ich niemało, poczynając od kilku wersji klarnetu basowego, przez przebudowane trąbki, kornety, puzony, tuby i mirlitony do całej rodziny sakshornów i największego osiągnięcia: polimorficznego saksofonu. Stolica Belgii nie była jednak miejscem, w którym liczne talenty Adolfa Saksa mogły rozwinąć się na miarę jego oczekiwań. Poczuł to już wtedy, kiedy pierwszy klarnecista brukselskiej filharmonii, nazwiskiem Bachmann, odmówił grania na zmodyfikowanym przez Saksa klarnecie basowym i zagroził porzuceniem pracy. A przecież instrument odniósł już pierwszy sukces – zastosował go Giacomo Meyerbeer w swoich Hugonotach. Ośmieliło to Saksa do stawienia czoła Bachmannowi. Zorganizowano publiczny konkurs, podczas którego filharmonik grał na instrumencie tradycyjnym, a Sax na swoim. I wygrał – jego nowy klarnet znalazł stałe miejsce w instrumentarium brukselskiej Grande Harmonie. Przy tej też okazji po raz pierwszy pojawiły się trzy elementy, które nie raz jeszcze powtórzą się w biografii Saksa (i saksofonu): skłonność do pojedynków na instrumenty (solo lub w zespole), ochocze poddawanie się osądowi publiczności i umiejętność pozyskiwania protektorów.

Po zwycięskiej konfrontacji z Bachmannem o Saksie zrobiło się głośno. Gratulowali mu kompozytorzy, dyrygenci i dyrektorzy oper. Pochlebne wzmianki pojawiały się w prasie. Gorzej było z muzykami, którzy często nie mieli ochoty przestawiać się na zmodyfikowane, czy wręcz nowatorskie instrumenty – tę niechęć nieraz wykorzystywali później konkurujący z Belgiem francuscy wytwórcy instrumentów dętych.

Największe zainteresowanie spotkało Saksa ze strony dwóch prominentnych w świecie muzyki Francuzów: dyrektora Opery Paryskiej Françoisa Habenecka oraz zawiadującego orkiestrami wojskowymi adiutanta króla Ludwika Filipa, generała de Rumigny, który zachęcał konstruktora do założenia warsztatu w Paryżu. Sax się wahał. Zdecydował się opuścić Brukselę dopiero w roku 1842, dotknięty niesprawiedliwym, kunktatorskim werdyktem jury Belgijskiej Wystawy Przemysłowej, które przyznało mu zaledwie drugą nagrodę – ponoć ze względów wychowawczych, żeby ambitnemu młodzieńcowi nie przewróciło się w głowie. Była to ta wystawa, w której katalogu, na liście zgłoszonych do konkursu wyrobów Saksa, po raz pierwszy umieszczono „saksofon blaszany”, ale sam instrument nie został pokazany. Pojawiła się plotka o przypadkowym, bądź nawet umyślnym zniszczeniu instrumentu w budynku wystawy, ale bardziej prawdopodobne jest inne wytłumaczenie. Podobno Sax był tak ostrożny, że w obawie przed kradzieżą pomysłu wolał poczekać do uzyskania patentu; zanim to nastąpiło, zdarzało mu się ponoć podczas pokazów grywać na saksofonie za zaciągniętą kurtyną. Na patent musiał poczekać jeszcze kilka lat, ale przez cały ten czas starał się przygotować swemu dziełu mocny grunt.


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.