Krystian Brodacki, dzieląc się w swojej książce „Historia jazzu w Polsce” wiedzą na temat losów Krzysztofa Komedy, wiele miejsca poświęca … morderstwu żony i znajomych Romana Polańskiego w Cielo Drive w 1969, dokonanego przez bandę Charlesa Mansona.
„Dlaczego o tym piszę?” – pyta sam siebie Brodacki – „Wszak Krzysztof Komeda już wtedy nie żył. Ale okoliczności jego śmierci również są niejasne! Przypomnijmy: w lipcu 1968 r. Krzysztof przeprowadza się z hotelu do wynajętego domu przy Oriole Lane w górzystej okolicy Beverly Hills. Przyjaźni się z fotografem i poetą Markiem Nizińskim oraz z Markiem Hłaską, który przybył do USA, aby pisać scenariusze dla Polańskiego, ale współpraca nie udała się — stąd frustracje pisarza, potęgowane przez zamęt w życiu osobistym i alkoholizm. Spotykali się we trójkę, pili, Krzysztof grał Hłasce ulubione przezeń melodie, jak Chryzantemy złociste, Hłasko śpiewał, tak jak potrafił. Pewnego takiego wieczoru, gdy Niziński pożegnał się wcześniej, pijani Komeda i Hłasko ruszyli na spacer na pobliskie skały. Szturchnięty przez przyjaciela muzyk upadł, podobno uderzając głową o kamień. Zemdlał. Hłasko zarzucił go sobie na plecy, ale schodząc, sam się przewrócił i Komeda doznał ponownego urazu. Hłasce udało się sprowadzić pogotowie, ale prześwietlenie niczego nie wykazało, Komedę zwolniono do domu. Jak dotąd niczego niezwykłego w przebiegu wydarzeń nie ma. Chodzi mi jednak o to, co zdarzyło się dużo później: o dziwną opieszałość lekarzy szpitala, w którym znalazł się ponownie. Dlaczego przez trzy tygodnie od zapadnięcia Komedy w stan komy nikt nie zawiadomił Zofii Trzcińskiej? Według Emilii Batury, Polański wielokrotnie odwiedzał szpital, czemu więc do niej nie zadzwonił? Według Zofii było inaczej: Polański nie interesował się chorym kompozytorem, a jego zachowanie wobec tej tragedii ocenia jako skandaliczne. I powstaje pytanie: jeżeli rzeczywiście tak było, jak mówiła Zofia — a skłonny jestem wierzyć raczej jej — dlaczego reżyser nie okazał więcej serca komuś, komu przecież wiele zawdzięczał i chociażby to powinno go obligować do troski o niego?
Twierdzę, że tajemnice otaczające ostatnie miesiące życia Komedy i tragedię w Cielo Drive mają jeden wspólny mianownik: film Rosemary’s Baby i rolę w nim LaVeya… Na poparcie mam, niestety, tylko domysły, jest to temat dla jakiegoś następcy Kąkolewskiego. Ale tytułem zachęty dam pewien przykład. Cytuję Zofię Komedową:
Ten dom Romka [Polańskiego] w Londynie drażnił mnie. Na przykład łazienka była urządzona na czarno: czarne kafelki, czarna wanna [...]. Z kolei sypialnia w purpurze. Ogromny, przeogromny tapczan i wszystko w kolorze bordo, na tapczanie atłas, sufity w lustrach, a nawet dwa pufy amarantowe, przyćmione światło… W tym pokoju czułam się bardzo nieswojo…1
A teraz opis domu-„świątyni” LaVeya w San Francisco: Wszystkie pokoje zostały pomalowane dramatycznymi kolorami, jak połyskująca czerwień (sypialnia), połyskująca czerń (jadalnia i kuchnia), matowy fiolet (bawialnia)…2 Uderzające podobieństwo gustów!”
(Brodacki, s. 311-312)
1 Z. Komedowa-Trzcińska, Komeda, Zośka i inni, s. 144.
2 M. A. Aquino, The Church of Satan, wyd. internetowe


