„Panna Mania cudnie gra na mandolinie” śpiewała przed laty Zula Pogorzelska. „Cudne brzmienie” tego niezwykłego instrumentu docenili przedstawiciele najróżniejszych gatunków muzycznych, od muzyki poważanej, celtyckiej, bluegrassu, po muzyków takich jak Ian Anderson z Jethro Tull i John Paul Jones z Led Zeppelin!
Mandolina, czyli instrument o prawdopodobnie włoskich korzeniach (etymologię jego nazwy czasem wywodzi się od włoskiego słowa mandorla, czyli migdał), zaczynała swoją karierę jako instrument ludowy. Muzycy klasyczni niekiedy nie potrafili dostrzec pełnych wartości jej brzmienia. Jej niezwykłe możliwości zauważyli i wykorzystali w pełni dopiero amerykańscy przedstawiciele country i bluesa.
Za renesans popularności tego instrumentu w dużej mierze odpowiadał amerykański lutnik Orville Gibson (nazwisko znane nie tylko miłośnikom Woody’ego Guthriego i jego „this machine kills fascists”, Erika Claptona czy Jimmy’ego Page’a). Mandoliny i gitary Gibsona, które powstawały w pracowni Gibsona w Kalamazoo, otrzymały inne szlify i kształt, a co za tym idzie, inne nieco brzmienie. Dzięki temu muzycy zaczęli patrzeć na ten instrument z rosnącym zainteresowaniem.
Dźwięki mandoliny obecne są nie tylko w muzyce poważnej, country i bluesie, ale również w muzyce etnicznej (np. armeńskiej lub żydowskiej). Dużym uznaniem wśród słuchaczy cieszy się reaktywowana grupa The Ger Mandolin Orchestra, czyli Orkiestra Mandolinowa Góry Kalwarii, których repertuar oparty jest o muzykę, którą grali przed wojną żydowscy mandoliniści.
Wśród wirtuozów gry na mandolinie wymienia się takie nazwiska jak Dave Apollon, który mistrzowsko wykorzystał ten instrument w utworach muzyki jazzowej, folkowej i cygańskiej, czy oczywiście słynny twórca stylu bluegrass Bill Monroe, który wspominał po latach, że jako najmłodszy członek rodziny otrzymał do grania taki instrument, którym jego starsze rodzeństwo wzgardziło, czyli właśnie mandolinę. W dodatku instrument pozbawiony czterech strun, ponieważ bracia uznali, że na nienaruszonej mandolinie przyszły artysta gra zbyt głośno. Po latach Gibsonowski model mandoliny o nazwie „Lloyd Loar” stanie się jego znakiem rozpoznawczym, a krytycy będą pisali, że Monroe „wydobył z tego instrumentu wewnętrzny ogień i pasję”.
Obecnie mandolina nie jest już postrzegana jako brzydsza siostra banjo czy ubogi kuzyn gitary. To myślenie rodem z ubiegłych stuleci zostało całkowicie zdezawuowane, zwłaszcza gdy okazało się, że możliwości wykorzystania mandoliny są nieograniczone ani gatunkiem muzyki, ani przyzwyczajeniami odbiorców.
Tekst: Lidia Grzybowska



