Znamy Karola Szymanowskiego jako niezwykle twórczego i wrażliwego artystę. Lektura jego listów odsłania jeszcze inny, chyba mniej znany, rys jego charakteru.
Otóż, Karol Szymanowski, mimo że sam niejednokrotnie borykał się z trudnościami finansowymi, a przy pożyczaniu pieniędzy od razu zapowiadał, że nie wie, kiedy je zwróci, często myślał o potrzebach i problemach innych. Tym razem chodziło o nie byle kogo, tylko o samego Romana Statkowskiego:
Karol Szymanowski do Felicjana Szopskiego w Warszawie
Lwów, ul. Potockiego 94, 10 I 1924 z listami JW. P. H. Toeplitza
Drogi Panie Felicjanie.
Z góry proszę bardzo drogiego Pana, by list ten i cała sprawa pozostała ściśle pomiędzy nami. Chodzi mianowicie o Pana Romana Statkowskiego. Na parę dni przed wyjazdem odwiedziłem go po jego chorobie. Miał się już lepiej i lekarze jakoby twierdzą, że w odpowiednich warunkach, dłuższym wypoczynku od pracy nauczycielskiej, spokoju etc. etc., może powrócić do zdrowia. Są to właśnie moralne leki, na które on sobie niestety nie może pozwolić. W ogóle uczynił on na mnie bardzo smutne wrażenie. (…)
Ciągle myślę z największym smutkiem o jego samotnej i gorzkiej starości i o tym, jak na to zaradzić, by było trochę inaczej. Pisałem już do Emila Młynarskiego w tej samej sprawie i także pod sekretem, bo Pan Roman jest tak drażliwy i ambitny, że nie darowałby mi, że się bez jego wiedzy jego losami zajmuję. Jednak chodzi o to, że trzeba coś na to zaradzić, bo on przede wszystkim jest w okropnych materialnych warunkach. Zdaje się, że mi któryś z jego oddanych mu uczniów mówił, że on się jeszcze nie dosłużył prawa emerytury. Nie wiem, czy to prawda, ale samo ujęcie kwestii jest już horrendalne, bo bądź co bądź jest on jednym z wybitniejszych polskich artystów i jako taki ma, a raczej powinien mieć, prawo, by przynajmniej w ciężkich chwilach życia Państwo zajęło się nim. Jest to zresztą kwestia zupełnie zasadnicza – a więc u nas niestety nieaktualna.
Jednak zdecydowałem się napisać do drogiego Pana jako też jednego z Przyjaciół Pana Romana, czy na oficjalnej drodze nie udałoby się jednak uzyskać jakiegoś sposobu, by móc mu zapewnić choć kilkumiesięczny absolutny wypoczynek bez trosk o pieniądze, które w jego stanie są wprost zabójcze – bo parę razy mi wspominał jeszcze przed swoją chorobą, że jego profesorska pensja nie wystarcza mu na życie, a cóż dopiero wobec poważnej choroby! Wyżej już wspomniałem, że napisałem również do Emila, nasuwając mu przede wszystkim myśl, że częstsze wystawianie „Marii” choć w pewnym stopniu rozwikłałoby te ponure finansowe sprawy, poza tym proponując mu, żeby się z Panem porozumiał.
Wydaje mi się wprost nieprawdopodobne, by w takim wypadku nie można było nic zaradzić, nawet przy najdalej idących grabskich oszczędnościach! Okropnie się tym wszystkim martwię, ponieważ jestem do Pana Romana przywiązany, a poza tym powiem szczerze, iż mimo że wszyscy Rytlowie w Polsce mają mię za Futurystę, Żyda i Szatana – uważam Pana Romana naprawdę za lepszego kompozytora nawet od paru nierównie modernistyczniej nastrojonych Ludomirów. Gdyby jakaś mała nadziejka zaświtała, byłbym Panu niezmiernie wdzięczny za 2-3 słówka (o więcej nie proszę, bo wiem, że Pan bardzo zajęty). (…)
Oto na razie cała moja sprawa. Ja znów drapnąłem do Lwowa, gdzie mi jest względnie spokojnie i dobrze i mogę pracować, a także spokojnie się leczyć, bo w ostatnich czasach moja neurastenia doszła do tak niebywałych szczytów, że trzeba było jakieś stanowcze środki przedsięwziąć. Na razie skazano mnie na podwójną abstynencję i oto od kilku dni kropelki w ustach nie miałem, co jest dość uciążliwe!
Do widzenia, drogi Panie Felicjanie. Zasyłam serdeczne pozdrowienia i ucałowania rączek Pani. Proszę coś wymyśleć!
Karol Szymanowski

Link: http://www.pwm.com.pl/szczegoly.php?przedm=126699&grupa_p=2
Cyt. za: Karol Szymanowski, Korespondencja. Pełna edycja zachowanych listów od i do kompozytora. Tom 2. 1920-1916, Kraków 2007